Imieniny: Elżbieta, Seweryn, Seweryna, Salomea, Matylda, Maksym, Faustyna, Paweł
<<< SZCZEGÓLNIE POLECAM
[ pokaz spis ]
Bieńczyce - KUŹNIA ROJKA i KAPLICZKA ŚW. FLORIANA



Foto: Norbert Rojek, ok. 1968 r.oraz fragment mapy z 1909 r.
















Foto: Fragment planu Bieńczyc z 1944, oprac. Adam Łaszczyński /ze zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Krakowa/

Historię Norberta Rojka z Bieńczyc poznałem śledząc losy kapliczki św. Floriana, stojącej obecnie na placu przed kościołem Matki Boskiej Królowej Polski, nazwanym „Arką Pana”. Nie jest to jej pierwotne miejsce. Wcześniej stała przy ul. Kocmyrzowskiej, właśnie na działce Norberta Rojka – bieńczyckiego kowala. Widoczna jest na powyższej mapie z 1944 r.
Gospodarstwo Norberta Rojka składało się z drewnianego domu stojącego równolegle do gościńca Kocmyrzowskiego, kuźni przylegającej bezpośrednio do domu z prawej strony, suszarni tytoniu zamykającej zabudowę od strony drogi do Mogiły oraz stodoły, która przylegając z drugiej strony domu dochodziła aż do ul. Kocmyrzowskiej. Za stodołą w kierunku Kocmyrzowa był ogród owocowy i następny dom - wójta Jana Ciepieli. Ogród był też w pasie pomiędzy domem a płotem biegnącym wzdłuż sztreki. Sztreka to nasyp, na którym ułożony były tory kolejowe.

Ceglana kapliczka ze św. Florianem stała w ogrodzie Rojka, tuż przy płocie. Jakiż mógł być inny święty w jego gospodarstwie jak nie Florian, patron wszystkich zawodów, które mają do czynienia z ogniem. W kapliczce jest też wnęka tylna, lecz nikt już nie pamięta czy jeszcze na działce Rojków była w niej figurka jakiegoś innego świętego. Nie wiadomo też, kto i kiedy ją ufundował.
Ufundowanie figury św. Floriana w Bieńczycach mogło być związane z faktem, iż z dawien dawna wieś, stanowiąca własność kurii krakowskiej, została przez nią oddana na wyposażenie kościoła św. Floriana w Krakowie.
O kapliczce stojącej przy drodze do Kocmyrzowa wspominali najstarsi mieszkańcy Bieńczyc. Do czasu likwidacji torów kolejowych i wybudowania drugiego pasa ulicy, stała przy przecięciu szlaków prowadzących z Raciborowic do Mogiły i z Czyżyn do Kocmyrzowa.

Norbert Rojek urodził się w 1887 roku w Czulicach, jeszcze w okresie zaborów. Na zdjęciu z 1906 roku, wykonanym w Zakładzie Artystyczno Fotograficznym Franciszka Kryjaka w Krakowie przy ul. Dominikańskiej 3, stoi w mundurze austriackim. Również jego zaślubiny z Katarzyną Nowak uwiecznione zostały przez tego samego fotografa.


Foto: powyżej - Norbert Rojek w mundurze żołnierza austriackiego; w środku - zdjęcie ślubne wykonane w Zakładzie Artystyczno Fotograficznym Franciszka Kryjaka w Krakowie; obok - rewers fotografii ślubnej

Działkę i kuźnię w Bieńczycach Norbert Rojek kupił od swojego brata Piotra, u którego rozpoczął praktykę z kowalstwa. Dom był własnością żony Piotra - Marii, której Piotr był drugim mężem. Maria zd. Radoszek, pochodziła z Mogiły. Dzięki niej Norbert poznał swoją przyszłą żonę Katarzynę, również pochodzącą z Mogiły. Po wyprowadzeniu się z Bieńczyc Piotr prowadził swoją nową kuźnię w Krzesławicach.

Norbert Rojek miał sześcioro dzieci: Marię, Józefa, Zofię (zmarła w wieku 6 lat), Annę, Stanisława i Władysława. Najstarszy syn, Józef, urodził się w 1913 roku. Po ukończeniu z doskonałym wynikiem wydziału mechanicznego Państwowej Szkoły Przemysłowej w Krakowie oraz Służby Wojskowej w Szkole Podchorążych w Zambrowie, rozpoczął pracę w warsztatach remontowych na lotnisku Rakowice.

Foto: Józef Rojek na lotnisku w Czyżynach - zdjęcie prawdopodobnie z roku 1939.

Tu zainteresował się lotnictwem, zaczął latać na szybowcach, potem zrobił kurs pilotażu. Jeszcze przed wojną należał do najlepszych polskich lotników sportowych i wygrywał liczne zawody. We wspomnieniach rodzinnych powtarzana jest historia, jak Józek zrzucał z samolotu prezenty dla mamy. Gdy na podwórko spadły z hukiem buty, mama płakała ze szczęścia. Zniżając lot nad domem zawsze udawało mu się trafić idealnie na podwórko. Mógł przecież przynieść prezenty do domu, wolał jednak pokazywać kunszt sztuki latania popisując się swoimi umiejętnościami. Ożenił się z Zofią Salwińską. Po wybuchu wojny, wraz z II Pułkiem Lotniczym wyruszył na front. Po zakończonej kampanii wrześniowej wyjechał najpierw do Rumunii a potem do Francji. W 1940 r. zamieszkał w Grenoble gdzie, po wystąpieniu z wojska, działał w ruchu oporu.

Foto: Józef Rojek. Na odwrocie dedykacja: "Na pamiątkę Drogim Rodzicom, Siostrom i Braciom z daleka na obczyźnie przesyła Józek 1/XII 1941"


W grudniu 1941 roku wysłał do rodziców list ze swoim zdjęciem i informacją, że studiuje i ma się dobrze. List dotarł do Bieńczyc dopiero w lutym 1942 r. i był ostatnią wiadomością od syna. Józef ukończył wydział elektrochemiczny na tamtejszej Politechnice w 1944 r. Po jednej z akcji francuskich partyzantów Niemcy wzięli do niewoli zakładników. W grupie tej był też Józef Rojek. Tuż przed wyzwoleniem Niemcy rozstrzelali wszystkich zakładników. Zbiorowa mogiła, w której miejsce wiecznego spoczynku znalazł i Józef, jest nad brzegiem rzeki Izery. Jego nazwisko umieszczone zostało na honorowej tablicy „poległych za wolność Francji”, która znajduje się na Politechnice w Grenoble.

Foto: Władysław Rojek /syn Norberta, w środku/ z kolegami w piwarni u Banerta - 1947 r./z lewej J.Turbasa, z prawej M.Jędrszczyk/







Drugi syn, Stanisław, po wojnie ukończył szkołę średnią i rozpoczął pracę w PREFABECIE w Łęgu, uczęszczając jednocześnie na studia. Musiał też znaleźć czas, aby pomagać ojcu w kuźni. Gdy jednak wyprowadził się z domu rodzinnego, głównym pomocnikiem ojca w kuźni był najmłodszy syn Norberta, Władysław. On również zatrudniony był w PREFABECIE, w latach 1955 - 1988, aż do przejścia na emeryturę. Równocześnie w kuźni ojca pracował do końca jej istnienia, czyli do 1969 r.






Foto: Zofia Rojek /żona Władysława, na dole po lewej stronie/ z koleżankami - 1953 r.

Żona Władysława Rojka, Zofia (z domu Biernacik) opowiadała mi, że teść prowadził zeszyt. Gdy czasem chłopi przychodzili do jego kuźni bez pieniędzy, zapisywał ołówkiem np. „klepanie stalki pługa” lub „kucie konia”. Pani Zofia pamięta, że zeszyt był mocno sfatygowany i brudny od spracowanych rąk kowala. Gdy rolnik sprzedał cielaka lub płody rolne, spłacał swój dług i był wykreślany z zeszytu.

We wspomnieniach rodzinnych mówi się, że dziadek Norbert był wielkim kawalarzem. Gdy wracali z kościoła, szedł na czele i przez całą drogę opowiadał kawały. Wszyscy pokładali się ze śmiechu. Również Władysław odziedziczył tą umiejętność po ojcu.
Córki Norberta, dwie siostry Rojkówne, wyszły za mąż za dwóch braci, Józefa i Władysława Dubielów.
Młodsza Anna zamieszkała z mężem Józefem w domu wybudowanym przez ojca na działce za wójtem Ciepielą. Dom ten do 1969 roku stał przy gościńcu kocmyrzowskim. Po drugiej stronie drogi, przy zagościńcu /tak kiedyś mówiono na dzisiejszą ulicę Fatimską/, stała piekarnia Motyki. Niestety w czasie przebudowy ul. Kocmyrzowskiej dom Anny spotkał ten sam los, co kuźnię i dom Norberta Rojka.
Natomiast starsza córka Maria wraz z mężem Władysławem Dubielem zamieszkali w nowo wybudowanym domu w Krzesławicach. Obecnie stoi on przy ul. Makuszyńskiego. Ich córka, Maria Kruk (czyli wnuczka kowala Norberta Rojka) wspomina, że gdy drogą do Mogiły szły pielgrzymki, dzieci wylegały na szczeble płotu ogradzającego gospodarstwo dziadka i podziwiały kolorowe świąteczne stroje przechodzących pielgrzymów. A było co oglądać, bo często pielgrzymkę prowadziła barwna orkiestra w strojach ludowych. Ich dom stał przecież przy trasie wrześniowych pielgrzymek do Sanktuarium Krzyża Świętego, wiodącej z Raciborowic, Dziekanowic i dalszych miejscowości przez Bieńczyce do Mogiły.

Było to szczególne miejsce. Tuż za płotem, w rejonie skrzyżowania drogi do Mogiły z torami kolejowymi, w Zielone Świątki organizowane były „sobótki”. Przez dwa dni palone było duże ognisko, wokół którego gromadziła się cała wieś. Młodzież śpiewała, paliła pochodnie zrobione ze słomy owiniętej wokół patyków. Chłopcy biegali po wsi i w poszukiwaniu drewna dla podtrzymania ognia, czasami wykradali nawet sztachety z okolicznych płotów.

Pani Maria pamięta postać księdza Celestyna z Mogiły, który czasami bywał u babci Katarzyny (żony Norberta). W tamtych czasach Cystersom chyba nie powodziło się za dobrze, bo ksiądz Celestyn podobno wychodząc od babci prosił, aby czasem zostawiała w konfesjonale chleb i jajka.
Przypadkiem na zdjęcie tego samego księdza Celestyna (na odwrocie podpisany jako Antoni Grzesiak) natknąłem się zaglądając w ubiegłym roku do opuszczonego drewnianego domu przy ul. Stare Wiślisko w Mogile. Pożółkłe, w zniszczonej ramce, nie wiadomo jak długo wisiało tam na ścianie. W domu tym mieszkali kiedyś Radoszkowie. Czyżby udało mi się natrafić na drobny ślad powiązań między dwoma starymi rodzinami mieszkającymi w Mogile i w Bieńczycach?

Inny, nieco zabawny obraz z tamtych lat, który został w pamięci Pani Marii, to niezapomniana oranżada ze sklepu u Ptaka, po wypiciu której aż „bąbelki wylatywały nosem i uszami”. Po sklepie Stanisława Ptaka, zwanym przed wojną „szwarc, mydło i powidło”, pozostała mała pamiątka na ścianie budynku – mocno już skorodowana blaszana tabliczka reklamująca „mydło rajskie Śmiechowskiego”.

Foto: reklama mydła rajskiego Śmiechowskiego na elewacji domu Ptaka - zdjęcie zrobiłem w maju 2006 r.

Gdy w 1968 r. budowa drugiego pasa jezdni ul. Kocmyrzowskiej i linii tramwajowej doszła do gospodarstwa Pana Norberta, tory znalazły się na podwórku i przechodziły 2 m od okien domu. Nie mógł się on pogodzić z faktem, że musi opuścić dom rodzinny, kuźnię, i to wszystko, z czym była związana jego rodzina. Do końca próbował stawiać opór rozwijającemu się miastu, jednak wiosną 1969 roku musiał ustąpić.
Pani Maria Kruk wspomina, że inni sąsiedzi też bronili się przed wysiedleniem ze swoich domów. Opowiada, jak swych domów przed rozbiórką zawzięcie bronili bracia Ziębowie. Milicja zatrzymała mężczyzn na kilka dni w komisariacie a kobiety z dziećmi wywieziono do dawnego dworku w Bieńczycach. W tym czasie ich domy rozebrano.
Z kapliczki stojącej w ogrodzie, Norbert Rojek uratował tylko figurkę św. Floriana. Przekazał ją księdzu proboszczowi Józefowi Gorzelanemu, który kapliczkę ceglaną szybko zrekonstruował dokładnie wg wzoru tej z ogrodu. Stanęła w pobliżu budującego się właśnie w Bieńczycach kościoła Arka Pana. W nowej kapliczce znalazł miejsce przeniesiony św. Florian. Na archiwalnych zdjęciach z uroczystości poświęcenia kamienia węgielnego w dniu 18 maja 1969 roku, kapliczka już stoi w pobliżu ołtarza polowego.

Foto: dom Norberta Rojka, ok. 1968 r.

Utratę gospodarstwa Pan Norbert przypłacił zdrowiem, znalazł się w szpitalu. Za utracone gospodarstwo otrzymał wprawdzie garsonierę, ale nie zdążył się do niej wprowadzić. Zmarł w maju 1969 r. Po śmierci Pana Norberta władze szybko odebrały rodzinie jego mieszkanie. Ponieważ cmentarz w Mogile miał być likwidowany i nie przewidywano dalszych pochówków, Norbert Rojek pochowany został na nowo utworzonym cmentarzu w Grębałowie.

Foto: pogrzeb Norberta Rojka wyrusza spod budującego się kościoła Matki Boskiej Królowej Polski - Arki - maj 1969 r. /w tle widać stojącą już tu kapliczkę ze św. Florianem/


Na jednym ze zdjęć, które udostępniła mi Pani Zofia Rojek, na którym uwieczniony został jego pogrzeb, widać kondukt wyruszający spod ołtarza polowego. Na tym zdjęciu też widoczna jest już odbudowana ceglana kapliczka ze świętym Florianem.

Na temat wspomnianego ołtarza i budującego się kościoła chciałbym jeszcze przytoczyć obraz, jaki zachowałem w swojej pamięci. Na początku lat 60-tych, gdy przyjeżdżałem z rodzicami z Podgórza w odwiedziny do znajomych, którzy dostali mieszkanie w Nowej Hucie na os. Kazimierzowskim, chodziliśmy na niedzielne msze do kaplicy utworzonej na tyłach jakiegoś domu, między dwoma drzewami.

Foto: kaplica z ołtarzem polowym w Bieńczycach, ok.1963 r.

Nie mówiło się, że idziemy do kościoła, bo takiego nie było. Msze odbywały się przy ołtarzu urządzonym na zewnętrznej ścianie, jak się później dowiedziałem, XIX wiecznego dworku należącego do 1939 r. do Stowarzyszenia Dzieci Marii, a po wojnie będącego we władaniu Sióstr Służebniczek Bogurodzicy Dziewicy Niepokalanego Poczęcia z Dębicy. Dziś dworku już nie ma. Jego ostatni fragment ostatecznie rozebrano w 1969 roku. Chyba jedynie drzewa pozostały - rosną okazałe na tyłach nowo wybudowanego budynku, w którym mieszkają obecnie siostry zakonne posługujące w kościele.

Tak więc kapliczka z ogrodu Rojków, ze św. Florianem we wnęce, stoi do dziś na placu przed Arką Pana. Może wartało by umieścić na niej tabliczkę z informacją skąd pochodzi i kiedy została tu przeniesiona

Antoni Łapajerski
/listopad 2007 r./

PS.
Gdy w styczniu 2008 r., w pierwszą rocznicę śmierci Władysława Rojka, spotkała się rodzina potomków Norberta Rojka, każdy coś jeszcze sobie przypominał. Powstały więc uzupełnienia w powyższym tekście. Przekazała mi je Pani Maria Kurek, córka Władysława i Zofii Rojków, która mieszka obecnie w Mogile. Przechowuje ona do dziś stare żeliwne kowadło oraz kilka narzędzi kowalskich z kuźni dziadka.


Foto: kowadło z kuźni Norberta Rojka



: Reklama : Patronat : Autorzy : Copyright 2004 - 2009 © NHMZ : v3.3 :