Imieniny: Salomea, Grzegorz, Elżbieta, Waleria
<<< ARTYKULY PRASOWE
[ pokaz spis ]
PRZYSZŁA DO NAS NOWA HUTA - 28.08.09 /1 września 1939 roku. Miałem pójść do drugiej klasy. Wcześnie rano rodzice mieli wyjeżdżać z owocami na targ, do Krakowa. Mama jeszcze chciała mnie odpowiednio wyprawić do szkoły, dlatego obudziła mnie wcześnie. Właśnie robiła mi „instruktaż” co i jak ubrać, gdy nad naszymi głowami przeleciały ciężkie samoloty – wspomina Józef Hajto./
Autor: Krystyna Lenczowska, Głos Tygodnik Nowohucki nr 35/09 z 28.08.2009 r.



Jest rok 2009. Co zostało ze starych Czyżyn? - zastanawia się Józef Hajto. Dziś mieszka w wysokim bloku, w os. 2. Pułku Lotniczego, właściwie wcale nie tak daleko od swojego rodzinnego domu. Na skraju dawnego lotniska i dawnej wsi Czyżyny. Z okien mieszkania widzi stary, przedwojenny lotniczy hangar.
Przed wojną, z czasu zapamiętanego przez pana Józefa z dzieciństwa, między Czyżynami, a „Wieczystą” rozciągały się uprawne pola. Wiodła wśród nich bita droga tzw. wojewódzka, która okrążając fort, dalej prowadziła do Krakowa. To był austriacki fort nr 15 – teren należał do wojska. Fort opasywała także linia kolejowa z Krakowa. W roku 1950 fort (w dzisiejszym Parku Lotników) wyburzono, a droga, (dziś Aleja Jana Pawła II), została wyprostowana. Z drugiej strony wsi, (gdzie dziś Aleja Pokoju), połączenia z Krakowem nie było.
Czyżyny „ciążyły” ku Wieczystej. Nieutwardzona droga wiodąca skrótem z Łęgu, zbiegała się z ulica Wieczystą przy dzisiejszym sklepie z rowerami.
***
Rodzinny dom Józefa Hajto leżał na skraju wsi. Dziś znajduje się tam os. 2. Pułku Lotniczego. Spory ogród, sad i ziemia uprawna, wąska a długa wstęga ciągnęła się aż pod dzisiejsze os. Kościuszkowskie.
- Gospodarstwo moich rodziców liczyło 14 hektarów. Cześć znajdowała się w rejonie późniejszego lotniska, reszta - w Mogile. To było spore gospodarstwo. Do tego dochodził hektar sadu. Sad zasadził ojciec, jak wrócił z wojny, w 1918 roku. Wtenczas nie było jeszcze takiej kultury upraw rolnych i sadowniczych, a ojciec należał do ludzi, którzy chcieli zaszczepić nowoczesność na wsi. Bliskość Krakowa stwarzała dobre warunki zbytu owoców. U nas był pierwszy kultywator ogrodowy we wsi i maszyna szerokomłotna Cegielskiego, z numerem „100”.
W niedzielne popołudnie gospodarze chętnie przychodzili „do Władka”, czyli ojca, posłuchać wieści ze świata bo i radio pięciolampowe było, czy postrzelać - bo dubeltówkę do strzelania szkodników również ojciec miał... – wspomina po latach Józef Hajto.

***
Lotnisko zostało założone przez Austriaków w Rakowcach. Właściwie tam, gdzie czyżyńskie pola dochodziły do rakowickich. Granicę miedzy Rakowcami a Czyżynami Józef Hajto umiejscawia w dzisiejszym Parku Lotników: wzdłuż dzisiejszych ulic Ułanów i Ugorek.
Nie pamięta, w którym dokładnie roku, poszerzano lotnisko po raz pierwszy. Było to długo przed II wojną światową. Wtedy też wybudowano hangar cywilny. Srebrny Douglas, odlatywał stamtąd dwa razy w tygodniu do Warszawy. Zabierał 40 pasażerów. Miał chyba dwa silniki, ale dokładnie pan Józef nie pamięta.
- Na dziecinnym rowerku tam jeździłem. To była dla dzieciaków atrakcja, patrzeć jak samolot startował. Do szkoły podstawowej chodził ze mną kolega. Grabowski się nazywał, był syn mechanika samolotowego. Jego ojciec pozwalał nam czasem wsiąść do samolotu - pamięta.
Biuro LOT mieściło się wówczas przy ul. Szpitalnej, naprzeciw Placu św. Ducha. Stamtąd pasażerów wieziono autobusem na lotnisko, do hangaru. Do dziś istnieje fragment wyasfaltowanej uliczki wiodącej od szosy wojewódzkiej do hangaru. Doskonale się po niej jeździło hulajnogą, bo była równa…Hangarów na lotnisku Rakowice było kilka.
Przed wojną (II wojną światową) wybetonowany był tylko fragment pasa – właśnie ten przed hangarem. Samoloty startowały z trawnika, specjalnie wyrównanego i strzyżonego, RWD, Łosie…
Właśnie wtedy, gdy rząd polski po raz pierwszy wykupywał tereny pod poszerzenie lotniska, w Czyżynach rozpoczęła się „epoka dorożek”. Wtedy za ziemię płacono dobrze. Byli wprawdzie i tacy, co grosz przepili, ale większość zainwestowała… w te dorożki. Zarobek był – jeździli do Krakowa i wozili ludzi. Pod koniec lat trzydziestych XX wieku, w Czyżynach było 40 dorożkarzy: latem jeździli dorożkami, zimą – sankami. Każdy z nich oprócz fiakrowania miał gospodarstwo.

***
Wojna przyszła do Czyżyn w słoneczny wrześniowy dzień, kiedy dzieci, pierwszego dnia po wakacjach, miały iść do szkoły.
- Miałem pójść do drugiej klasy. Wcześnie rano rodzice mieli wyjeżdżać z owocami na targ, do Krakowa. Stojący na podwórku wóz był już załadowany skrzynkami jabłek, ale konia jeszcze nie zaprzęgnięto. Mama chciała mnie odpowiednio wyprawić do szkoły, dlatego obudziła mnie wcześnie. Właśnie robiła mi „instruktaż” jak mam się ubrać, gdy nad naszymi głowami przeleciały ciężkie samoloty. Nadleciały od strony wschodniej, od Wisły, równolegle do dzisiejszej linii tramwajowej. Gdy samoloty przeleciały nad nami, szybko wyszedłem na wóz, żeby lepiej widzieć, gdzie odleciały…
W powietrzu czuć było nadchodzącą wojnę, narastała wojenna psychoza, ale nadal mówiono o „próbnych nalotach”. Sąsiad Śliwiński mówi do taty: „Władek, to próbny nalot”, a w tym momencie usłyszeliśmy „du, du, du”. „To nie próbny nalot” – powiedział ojciec i wszystkich nas zgonił do piwnicy. Okazało się, że bomby spadły niedaleko. Na lotnisko – tak pan Józef zapamiętał pierwszy dzień II wojny światowej.

***
- Ojciec, stary wojak austriacki uznał, że koło lotniska żyć będzie niebezpiecznie. W tym samym dniu spakował dobytek podręczny i pojechaliśmy do Mogiły do Makułów, przyjaciół rodziców. W Mogile, przy ul. Żaglowej przebywaliśmy dwa dni. Rozeszły się wieści, że Niemcy się zbliżają i strach padł na ludzi. Ojciec zaprzągł konia do wozu. W tym momencie przychodzi polski porucznik i konia rekwiruje na rzecz wojska. Zostawia pokwitowanie i...goły dyszel.
Konia użyczył nam sąsiad i pojechaliśmy - za Proszowice, do Posądzy. Nocowaliśmy w tamtejszym dworze, na burakach cukrowych, ale cały czas w pobliżu grzmiały działa. Gdy mama mnie uśpiła, ojciec wziął rower, garnek smalcu i bochenek chleba, by – jak inni mężczyźni - iść za Nidę. „Na Nidzie będzie opór” - tak mówiono. Zostaliśmy: mama, ja - ośmioletni chłopak i moje trzy siostry. Rano weszli Niemcy. I tu przeżyłem pozytywne zaskoczenie. Ci pierwsi żołnierze niemieccy częstowali dzieci czekoladami. Dorośli ostrzegali – nie bierzcie bo nas chcą wytruć…
Uznaliśmy, że trzeba wracać do Czyżyn. Jechaliśmy drogą z Kocmyrzowa do Mogiły. Jako ośmiolatek musiałem powozić obcym koniem. Gdy mijał nas transport: opancerzone auta, czołgi, zjechałem z drogi. Wtedy koła mojego wozu osunęły się do rowu. Byłem zaskoczony bo z przejeżdżającego auta wyskoczyli niemieccy żołnierze i podnieśli nasz wóz - na drogę.
Pod Klękową most na Dłubni był już zrzucony. Drewniany most na Wiśle w Mogile też już nie istniał. W pól roku po tym jak go wybudowano, wysadzili go wycofujący się polscy żołnierze. Wróciliśmy do domu, do Czyżyn.

***
Był rok 1942 – 1943. Nasz ogród częściowo zabrali nam Niemcy. Poszerzali stare lotnisko, a właściwie budowali nowe, bojowe lotnisko, służące im w wojnie z Rosją. Wozili piach spod dzisiejszej „Plazy” (z tzw. stawów Gutmana) oraz z rejonu Bagrów w Płaszowie. Do transportu służyła kolejka wąskotorowa, po której poruszały się wagoniki – koleby. Wtedy po raz pierwszy widziałem ciągniki na gąsienicach. Niemcy stworzyli służbę budowlaną tzw. Baudinst, do której powoływali młodych Polaków (19-25 lat). Wyróżniali się czapkami i drelichowymi mundurami. Mieszkali w szkole w Czyżynach, a my uczyliśmy się po domach.
Płot ogradzający tereny lotniska, postawiono akurat zaraz za naszą stodołą. Przy budowie lotniska pracowali jeńcy wojenni - Ukraińcy, Rosjanie, Żydzi i Francuzi też. Wówczas widziałem po raz pierwszy, jak jeńcy Francuscy chwytali żaby i zjadali ich nóżki, bo tak byli głodni. Wynosiłem im chleb, kładłem na trawie i uciekałem...
W Czyżynach stacjonowały czeskie bombowce Dorniery. Oprócz tego głównego, betonowego pasa startowego, który pozostał do dziś, (miał 2 458 metrów długości), wybudowano jeszcze poboczne pasy, jak Niemcy mówili - „żeberka”. Stacjonujące na lotnisku niemieckie samoloty były zabezpieczone dwoma kurhanami, wysokości 4 metrów, w układzie: kurhan, drugi kurhan a w środku samolot.
Stacjonowało tu 3 tys. samolotów – myśliwców i bombowców. Z góry były zamaskowane sznurkową, zieloną siatką.
Lotnisko sięgało wówczas do Bieńczyc, aż pod kapliczkę, gdzie dzisiaj „Arka Pana”.
Całość terenu była ogrodzona. Gdy Niemcy dokonali drugiego wysiedlenia pod lotnisko, zabrali także resztę naszego ogrodu i dom. Do domu wprowadzili się kałmucy, którzy prowadzili gospodarstwo na rzecz lotniska. Trzy lata nie mieszkaliśmy na swoim – wspomina Józef Hajto.
Po wyzwoleniu Hajtowie wrócili na swoje, do zdewastowanego domu i gospodarstwa. Tam mieszkali w sąsiedztwie kapliczki, która pozostała tam do dziś, do roku 1981

***
W 1949 roku pociągi jeszcze jeździły do Mogiły. W Czyżynach linia kolejowa się rozgałęziała. Na lewo, wzdłuż ulicy Bieńczyckiej biegła do Kocmyrzowa, prosto – do Zakładów Tytoniowych i Mogiły, mijając po lewej stronie cmentarz i boczną drogę łączącą Bieńczyce z Mogiłą.
Czyżyńscy gospodarze znowu gospodarzyli na swoich polach. „Trzy razy tak, Polaka znak” – agitowano także w Czyżynach. Kraków zagłosował słabo, nie po myśli władzy ludowej. - Tu są reakcjoniści, tu trzeba stworzyć klasę robotniczą – uznano.
- Nasze pola w Mogile, leżące po prawej stronie drogi wojewódzkiej zostały wywłaszczone w roku 1951. Pod budowę Nowej Huty. Wtedy za metr kw. płacili 57 groszy. Dla porównania powiem, że zapałki kosztowały wówczas 1,50 zł. Jedni brali te pieniądze, drudzy nie brali…
Niby był to dobrowolny wykup, ale jak ktoś nie chciał ziemi oddać, to otrzymywał nakaz – opowiada Józef Hajto.
Rozmawiamy w Nowohuckim Centrum Kultury. Obok NCK znajduje się kino Światowid.
- Akurat oraliśmy z ojcem pole tam, gdzie dziś kino „Światowid”. Patrzę, podjeżdżają takie czarne limuzyny – „demokratki” na nie mówiono. Wysiadają ludzie. Jeden z panów miał taką większą teczkę. Rozłożyli plany. „Tu będzie miasto Nowa Huta” - usłyszałem.
Szkoła na Skarpie też znajduje się jest na moim polu, a gros naszej ziemi znajdowało się koło stacji w Mogile, w os. Młodości – tam gdzie szpital, w kilku kawałkach – wylicza Józef Hajto.
Były lata pięćdziesiąte. Postępowała rozbudowa Monopolu Tytoniowego. To była epoka Służby Polsce. W tym, niewykończonym jeszcze budynku, nie wyposażonym w maszyny, urządzono hotel dla junaków. W tym czasie zaczęto także budować drogę; dwupasmówkę z Krakowa.
- Dla czyżyńskich gospodarzy zaczęła się gehenna. Junakom, ludziom prostym wbijano do głowy, że są najważniejszą kastą ludzi budujących kombinat i świetlaną przyszłość. W tygodniu pracowali, w niedzielę - pili. Pamiętam rozróbę w karczmie „u Krupy”. Przyszło tam dwóch junaków, wypili piwo z „wkładką”. Doszło do zaczepki z miejscowymi. Właściciel mówi proszę wyjść, tu nie można robić burdelu… Wyszli, ale za pół godziny wróciło ich… dwustu. Z granitowymi kostkami wziętymi z budowy drogi. Tymi kostkami obrzucili karczmę.
Raz weszli do czyjegoś sadu i zaczęli łamać czereśnie. Syn właściciela – Józef Krupa wybiegł z domu by zaprotestować, a stojący na dole, zastrzelił go…
***
Gospodarze czyżyńscy gnębieni też byli podatkami i obowiązkowymi dostawami. Wewnątrz samej wsi, nagonki nie było. Bez względu na to kto ile miał czy 20 czy 5 hektarów, nie występowali przeciwko sobie.
W chwili rozpoczęcia budowy Nowej Huty Czyżyny liczyły 314 numerów.
Józef Hajto też budował hutę i Nową Hutę. Budował ją pracując w Przedsiębiorstwie Instalacji Przemysłowych - najpierw Budowy Nowej Huty następnie - „Huty Lenina”. W Montinie przepracował 47 lat. Stamtąd odszedł na emeryturę.
Budował wszystkie wodociągi, energetyczne wodne instalacje, ogrzewanie gazy, całą energetykę i socjalne części też. Do budowy kombinatu był potrzebny zakład produkujący rury betonowe. Na polach czyżyńskich wybudowano Prefabet.
Na linii dawnej polnej drogi powstała inna droga nowohucka: od Wisły do Mistrzejowic ( Stelli – Sawickiego).
- Zostaliśmy w Nowej Hucie. Trudno było stąd emigrować, kiedy tu z całej Polski przyjeżdżali – mówi po latach. Po zamknięciu lotniska w Czyżynach, w roku 1963, jego tereny przeznaczono pod zabudowę mieszkalną. Lata płynęły, wysokość odszkodowań za kolejne tereny wsi, przeznaczane pod rozrastające się osiedla mieszkaniowe Nowej Huty, rosły, ale to już było „za Gierka”, w latach siedemdziesiątych. Wtedy z dorożek, część mieszkańców przesiadła się na taksówki…

***
W miejscu domu Hajtów powstało nowe osiedle mieszkaniowe- os. 2. Pułku Lotniczego. - W roku 1981 za 39 arów ogrodu za budynki gospodarcze, dom, który odrestaurowałem zapłacili tyle, że mieszkanie kupiłem córce: dwa pokoje z kuchnią. Za to, że wpłacałem na raz i przed zasiedleniem, miałem 40 proc. rabatu – wspomina ten czas.
Dziś ze starej wsi Czyżyny pozostało jeszcze trochę domów. Obrastają blokami z wszystkich stron. Wybudowano Aleję Pokoju, łączącą dawną wieś z centrum Krakowa. Przy niej – na czyżyńskich polach dwa wielkie centra handlowe – znak współczesnych czasów.
Most na Wiśle koło Łęgu wybudowano w latach sześćdziesiątych, a kilka lat temu powstał nowy most na Wiśle – w Mogile.

/Krystyna Lenczowska/




Właśnie tu, przy świerkach i kapliczce był koniec rodzinnego ogrodu – wspomina Józef Hajto.


: Reklama : Patronat : Autorzy : Copyright 2004 - 2009 © NHMZ : v3.3 :