Imieniny: Fabian, Fabiola, Sebastian, Miła
<<< PRZEDROKI Z KSIAZEK
[ pokaz spis ]
Piotr Maroszek - "DZIEJE PARAFII RUSZCZA" - Rozdział VI _ Trudny wiek XIX
/wszystkie prawa zastrzeżone/


1. Problemy duszpasterskie. Sprawa plebanii

W pierwszej połowie wieku XIX proboszczowie nadal nie rezydowali przy kościele. Ks. Antoni Bystrzanowski, który był w Ruszczy plebanem przez dwadzieścia siedem lat (1803 – 1830) rezydował, już zwyczajowo, w Górce Kościelnickiej i dojeżdżał do parafii . Zrezygnował z zamieszkiwania domu plebańskiego, który odstąpił ks. wikaremu Antoniemu Rozwadowskiemu, gdyż jego wikarówka była w jeszcze gorszym stanie niż plebania . Nie zaniedbywał przez to jej spraw. W 1805 r. sporządzono inwentarz, który poświadcza dostateczny stan utrzymania kościoła . Pewnym wkładem ks. Bystrzanowskiego w rozwój parafii było założenie szkoły powszechnej w Ruszczy. Wprawdzie nie była to już szkoła parafialna, znajdowała się ona pod kuratelą dozoru szkół Rzeczpospolitej Krakowskiej, lecz bez inicjatywy ze strony proboszcza, który umieścił szkołę w dawnej organistówce i mecenatu finansowego patrona kościoła jej powstanie byłoby niemożliwe.
Wyjaśnijmy, że wyniku zmian terytorialnych ziem polskich dokonanych przez Kongres Wiedeński (1814 – 1815) utworzono powiązane z zaborcami, częściowo autonomiczne organizmy państwowe. Były to Królestwo Kongresowe związane z Rosją i niewielką terytorialnie Rzeczpospolitą Krakowską (albo Wolne Miasto Kraków). Parafia Ruszcza stała się częścią Wolnego Miasta. Po raz pierwszy w historii jej obszar stał się terenem nadgranicznym Austrii i Rosji. W wyniku owego rozgraniczenia w 1828 r. do parafii przyłączono kolejną wieś Dojazdów, która została odcięta od swojej parafii w Luborzycy, która została radykalnie okrojona. Do parafii w Czulicach przyłączono wówczas oderwane od niej wsie Kocmyrzów i Głęboką . Po powiększeniu parafia rusiecka liczyła łącznie ok. 3 tys. wiernych.
Kolejny proboszcz rusiecki, ks. Antoni Rozwadowski, długoletni wikariusz rusiecki, był doktorem teologii i nauk wyzwolonych. Na probostwo był prezentowany przez kolatorkę Zofię z Badenich Popielową . Również nie zamieszkiwał on tutejszej plebanii, która wskutek opuszczenia znalazła się w ruinie. Dbał jednak o kościół, który akta wizytacji biskupiej z 1832 r. określają jako „ochędożnie utrzymany o ile budowa stara i wilgotna pozwala” . Deklarował też wobec biskupa jego pobielenie, gdy tylko uzyska potrzebne środki od Zofii Popiel, kolatorki świątyni i Marcina Badeniego .
Wizytator zanotował, że „nauki, katechizmy i kazania zawsze regularnie się odbywają. Lud w każdej porze roku przykładnie zgromadza się do kościoła. Dzieci nie bywa tyle ile by życzyć (sobie) należało na katechizmie; gdy jednak rodzice i starsi tak licznie przychodzą wnieść sprawiedliwie można, że korzyść Słowa Bożego spływa i na dzieci. Proboszcz w porze wiosennej upominał gospodarzy o pilne czuwanie nad tym, aby młodzież wszystka pasąca bydło na przemian w dni święte uczęszczała do kościoła i spostrzega, że upomnienia te nie są bezskuteczne” .
Historia Kościoła pokazuje nam, że autentyczny posłuch u wiernych mogą zyskać sobie jedynie duchowni żyjący przykładnie zgodnie z Ewangelią. Świadomy tego bp Skórkowski wizytując parafie wypytywał kapłanów o praktyki duchowne. Proboszczowi Rozwadowskiemu zadał pytanie: czy (…) odmawia brewiarz z wikarymi? Ten odparł: Jak tylko czas pozwala starają się wspólnie brewiarz odmawiać. Zapytany o gorliwość kapłańską wikariuszy pleban odpowiedział, że jest przekonany o ich prawdziwej pobożności. Biskup zachęcił kapłanów do praktykowania wspólnej medytacji. Pleban wyraził przekonanie, swoje i księży współpracowników, o użyteczności wspólnotowej modlitwy tego rodzaju, ale zauważył, że „różne przeszkody posług parafialnych uniemożliwiają w ciągłym zachowywaniu pobożnego zwyczaju”, zapewnił jednak Pasterza, że kapłani będą się starali wspólnie medytować „dla własnego duchowego pożytku” .
Postępem było należyte uposażenie szkoły. Jej budynek znajdował się w złym stanie. Szkoła ta, według postanowienia kuratora z 1829 r., obejmować miała dwie placówki w Ruszczy i w Wyciążu. Niestety, z powodu redukcji etatu nauczyciela do 300 zł, trzech kolejno mianowanych nauczycieli nie objęło swej posady. Ks. proboszcz Rozwadowski wystosował pisma do Senatu Wolnego Miasta Krakowa, głównego nadzoru szkół i do wójta gminy, ale od żadnej z tych instytucji bądź osób nie otrzymał odpowiedzi. Zofia Popielowa, właścicielka dworu w Ruszczy, mianowała nauczycielem Błażeja Worga, który ze względu na porę roku (zima) nie podjął swoich obowiązków . Zaangażowanie plebana w sprawę szkoły dobrze świadczy o jego trosce o dobro parafii. Ks. dr Rozwadowski w 1836 r. został powołany do godności prałackiej i przeniesiony z Ruszczy do Krakowa.
W 1841 r. proboszczem w Ruszczy został, będący tu wikarym od kilkunastu lat, ks. Walenty Janutka. Jego wikariuszem był od 1840 r. Czech, ks. Józef Hlawaty. Parafia rusiecka niezbyt odpowiadała ks. Hlawatemu, gdyż już w 1845 r. prosił o przeniesienie go do parafii Wszystkich św. Krakowie. Prośba ta nie została spełniona .
Dla obejmującego probostwo kapłana jasnym było, że koniecznością jest budowa nowej plebanii. Jak zanotował jego następca, ks. Romuald Szwarc, aby uzyskać pieniądze na budowę ks. Janutka użył metody „konkurencji parafian”. Chodzi o, praktykowane niemal do dziś, wyczytywanie listy darczyńców wraz z podaniem ofiarowanej przez nich sumy pieniędzy. Praktyka ta ściągnęła na proboszcza niechęć parafian. Został on oskarżony przed władzami o podburzanie ludu do powstania 1846 roku. Z tego powodu został aresztowany przez władze austriackie i osadzony na dwa lata w więzieniu. W tym czasie zastąpił do o. Florian Ciągłowski, cysters z Mogiły, który wcześniej przez siedem lat był wikarym w Ruszczy . Pomagał mu ks. Hlawaty; niestety, zapadł on na zdrowiu. W r. 1847 pisał do konsystorza prośbę o zastąpienie go na parafii przez innego kapłana, gdyż wyjeżdża do Krakowa dla podratowania zdrowia. W 1847 r. ks. Chlawaty umiera na suchoty w wikarówce w Ruszczy. W tymże roku zastąpił go ks. Jacek Langust.
Uwięzienie pogorszyło stan zdrowia proboszcza, jak również przyczyniło się do jego apatycznej i nieufnej postawy wobec parafian. Ucierpiały przez to sprawy parafii, a szczególnie kościół, który według kroniki znajdował się „w opłakanym stanie” .
Ks. Szwarc utrzymuje, że jego poprzednik był niewinny – to zawiść parafian miała spowodować owo katastrofalne zdarzenie. Konstatował on „Bóg, który jest mścicielem sprawiedliwym uciśnionej niewinności, pomścił się tej krzywdy jego, gdyż niesumienni oskarżyciele, jak opowiadano, wszyscy w przeciągu roku marnie powymierali” . Niewyjaśnionym pozostaje fakt nawoływania przez ks. Janutkę do insurekcji 1846 r. Czas ten cechowały bowiem wystąpienia patriotyczne, a nawet ożywiona działalność propowstańcza wielu krakowskich duchownych. Wybitna znawczyni wydarzeń krakowskich tamtego okresu prof. Jadwiga Bieniarzówna powołując się na wiarygodne źródło, jakim są „Wspomnienia pamiętnikarskie” bpa Ludwika Łętowkiego zauważa, że „o ile wyższe duchowieństwo było zdecydowanie konserwatywne, o tyle niższe pochodzące głównie z klasy włościańskiej, przejęło się demokratyczną propagandą emisariuszy. (...) Jednym z ognisk ruchu rewolucyjnego było opactwo cystersów w Mogile, podejrzewane przez rezydentów o wspomaganie ks. bpa Skórkowskiego w Opawie, a także dające schronienie uciekinierom politycznym. Poważnie zaangażowany był tamtejszy ks. Powsiński. (...) Ks. Janutka z Ruszczy działał wśród ludu, nawołując do powstania. Dużym zaufaniem chłopów cieszył się ks. Paweł Winczowski, pleban w Górce Kościelnickiej” . Wówczas cała okolica wrzała do powstania. Zwróćmy uwagę, że wśród organizatorów działań powstańczych byli Ludwik Mazarski i Alojzy Wende, którzy m. in. Zmusili proboszcza w Biórkowie Wielkim do czytania z ambony rewolucyjnych i patriotycznych odezw. Podobne działania podejmowali także Zygmunt Jordan w Czulicach czy Władysław Wojasiewicz w Dojazdowie. Niewykluczone więc, że pewne formy nacisku stosowano również wobec ks. Jakutki. Wojasiewicz usiłował wraz z utworzonym przez siebie oddziałem dotrzeć do Krakowa. Trwające od połowy stycznia 1846 r. Powstanie Krakowskie upadło wkrótce, w pierwszych dniach marca tego roku. W samym Krakowie zostało stłumione przez wojska austriackie. Natomiast na obszarach przygranicznych działalność powstańczą zlikwidowali Rosjanie. Wojska rosyjskie, zgodnie z zapisami traktatu wiedeńskiego (1815), wkroczyły również na tereny należące do Wolnego Miasta. Stąd ich obecność w 1846 r. Dojazdowie, gdzie aresztowali rannego Władysława Wojasiewicza, który z niewoli rosyjskiej nie wrócił już nigdy .
Skutkiem klęski Powstania Krakowskiego była likwidacja Rzeczypospolitej Krakowskiej, w skład której wchodziły parafia Ruszcza, którą wcielono do Austrii 16 listopada 1846 r. Odbiło się to negatywnie na dziejach tego regionu. W innych powstaniach narodowych okresu zaborów, tj. listopadowym i styczniowym, ludność miejscowa nie brała udziału.
Reasumując: z pewnością donos na proboszcza – patriotę, jako zemsta za stosowanie „konkurencji parafian”, był czynem haniebnym. Ks. Janutka „dopiero na kilka lat przed śmiercią, kiedy ochłonął już z przykrego wrażenia, podjął się odnowy świątyni, wymieniając posadzkę z ceglanej na cementową, remontując szkarpy wokół kościoła i kładąc nowy dach. Odnowił ołtarz NMP i organy” . Do podjęcia remontu zapewne zachęcił proboszcza bp Antoni Gałecki, który w 1865 r. odbył wizytację kanoniczną w parafii . Docenił on zalety ks. Janutki, gdyż ten w r. 1867 podpisywał się jako dziekan bolechowicki. W tymże roku wikarym w Ruszczy został ks. Ignacy Wojs . Sędziwy proboszcz wystarał się w Rzymie o relikwie świętych dla parafii, a mianowicie: św. Jozafata Kuncewicza, biskupa i męczennika, św. Walentego, diakona i męczennika, św. Izydora Oracza i św. Rozalii . W r. 1873 wikariuszem rusieckim został ks. Jan Bobek.
Ks. Walenty Janutka zmarł w 1873 r., mając 69 lat życia i 47 kapłaństwa. Pochowano go na cmentarzu parafialnym, gdzie znajduje się jego nagrobek. Ks. Romuald Szwarc, który od r. 1868 był wikariuszem w Ruszczy, wysoce cenił zalety ks. Janutki. Według niego wykazywał się on przede wszystkim gorliwością i pobożnością. Jednakże stan kościoła i parafii jaki zastał ks. Szwarc obejmując stanowisko proboszcza w 1874 r. określił jako przykry; „kościół bardzo opuszczony, zaniedbany, ołtarze chylące się ku upadkowi, stalle w prezbiterium połamane i skorodowane przez insekty” . Przed nowym plebanem stanęło wiec trudne zadania budowy nowej plebanii, remontu świątyni, aby – jak zanotowano w kronice parafii – „uczynić godne Panu Jezusowi mieszkanie. Wpierw jednak chciał uporządkować mu kościoły żywe, tj. dusze pasterskiej pieczy swojej powierzonych owieczek” . W momencie objęcia pieczy nad parafią rusiecką ks. Romuald był młodym kapłanem, miał 31 lat. Miał jednak pewne doświadczenie proboszczowania, gdyż w latach 1870 – 1874 pełnił obowiązki plebana w Górce Kościelnickiej, będąc równocześnie wikarym w Ruszczy. Tenże wikariat był pierwszą placówką jego pracy duszpasterskiej, bowiem po święceniach kapłańskich w 1867 r. ks. Szwarc przez rok mieszkał nadal w seminarium .

2. Odnowa życia religijnego. Budowa plebanii

W celu odnowienia życia religijnego parafii w czasie uroczystości odpustowych ku czci Matki Boskiej Różańcowej w 1874 r. proboszcz urządził ośmiodniowe Misje św. sprowadzając w tym celu znanych kaznodziei jezuickich – oo. Kamila Praszałowicza, Władysława Majakowskiego i Franciszka Eberharda. Misjonarze czterokrotnie w ciągu dnia głosili nauki misyjne i spowiadali. Efekt misji był nadzwyczaj udany; ponad 4 tys. wiernych przystąpiło do Komunii św., wprowadzono też Apostolstwo Serca Jezusowego. Zatem kapłani „odnowili serca parafian tak, iż odtąd parafia ta stała się wzorem dla wszystkich okolicznych” . Aby ten wspaniały rezultat nie tylko utrzymać, ale i pomnożyć, w roku kolejnym odbył się w kościele trzydniowy jubileusz, podczas którego głoszono kazania. Na jego zakończenie odprawiono uroczyste nabożeństwo z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, na którym ks. proboszcz, przy udziale licznie zgromadzonych wiernych, zawierzył parafię Najświętszemu Sercu Pana Jezusa . Ponadto, corocznie celebrowano w kościele w okresie Wielkiego Postu czterdziestogodzinne nabożeństwo z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, podczas którego kazania głosili przeważnie kaznodzieje zakonu jezuickiego. Do Komunii św. przystępowało wówczas ok. 1500 parafian .
Następnie ks. Szwarc podjął się odnowy kościoła; odrestaurowano ołtarze główny, MB Różańcowej, św. Józefa i św. Anny, odnowiono również stalle i belkę tęczową. Proboszcz własnym sumptem odrestaurował tabernakulum w ołtarzu głównym i cyborium, zakupiono też dwa nowe antepedia, oraz wiele szat liturgicznych – ornatów, kap, alb. W 1877 r. ks. Szwarc, uzyskawszy zgodę komitetu parafialnego, podjął zamiar budowy plebanii. W tym celu napisał do konsystorza o odwołanie z funkcji wikarego ks. Karola Radkiewicza, aby on mógł zająć jego mieszkanie . W r. 1879, po trzech latach budowy, ukończono nową plebanię kosztem 6500 zł. Roczne dochody parafii w 1876 r. wynosiły 1248 zł . Starą, drewnianą i zupełnie zniszczoną plebanię rozebrano.
W tym czasie do konsystorza napłynęły prośby Stanisława Badeniego, dziedzica Branic i Marii Łempickiej, właścicielki Krzysztoforzyc o pozwolenie na urządzenie kaplic. Badeniowie pragnęli mieć kaplicę w swoim dworze, natomiast Łempiccy chcieli, aby kaplicę miała ochronka dla dzieci prowadzona przez siostry Służebniczki NMP w Krzysztoforzycach .
W 1877 r. w dworze Popielów osiadł ks. Gustaw Rzeźniewski, proboszcz parafii w Jarocinie w ówczesnym Wielkim Księstwie Poznańskim, wygnany z Wielkopolski na skutek „kulturkampfu”. Ks. Szwarc stwierdził, że był to „kapłan dziwnej słodyczy, łagodności i niezmordowany w słuchaniu spowiedzi” . W tymże roku wikarego ks. Radkiewicza zastąpił, co ciekawe, nie kapłan diecezjalny ale paulin ze Skałki, o. Ambroży Terczowicz . Jego następcą został również paulin, o. Melchior Bejmanowski.
Posiadając warunki godne do udzielania gościny, parafia wielokrotnie podejmowała wysokich godnością hierarchów kościelnych i osobistości związane z życiem politycznym i społecznym. Działo się tak, gdyż wielu z nich przyciągały do Ruszczy więzy pokrewieństwa bądź przyjaźni z rodziną Popielów. Kilkakrotnie gościł u nich brat Pawła Popiela, bp Wincenty Popiel; w 1879 r. przyjmowany był on w towarzystwie ks. kard. Albina Dunajewskiego jako sufragan kujawsko – kaliski.
17 czerwca 1882 r. przybył do parafii bp Albin Dunajewski aby odbyć wizytację kanoniczną. Pasterz zamieszkał w nowej plebanii i stąd wizytował sąsiednie parafie w Czulicach i w Górce Kościelnickiej. W trakcie swego pobytu bierzmował on ponad tysiąc osób. Biskup, doceniając gospodarność ks. Romualda Szwarca oraz trud odnowy – zarówno duchowego, jak i materialnego oblicza parafii – mianował go dziekanem dekanatu Bolechowice .
Co się tyczy prac renowacyjnych prowadzonych w świątyni, to w 1883 r. odnowiono i pozłocono ambonę, zaś dwa lata później parafianie sprawili do niej nowe organy o siedmiu głosach w manuale i dwóch w pedale .
6 czerwca 1886 r., zaprowadzono w parafii; w myśl Ojca świętego Leona XIII zawartej w bulli z dn. 30 maja 1883 r.; Trzeci Zakon Franciszkański, do którego przystąpiło 77 osób .
3 grudnia 1896 r. miejscowemu proboszczowi, ks. prałatowi Romualdowi Szwarcowi, powierzono pieczę nad parafią Najświętszego Salwatora na Zwierzyńcu, które to probostwo wakowało po śmierci ks. kanonika Wawrzyńca Oprzędka. Ten gorliwy kapłan, czule żegnany przez parafian, opuścił Ruszczę w niedzielę 6 grudnia udając się na Zwierzyniec. Po ustąpieniu ks. Szwarca administratorem parafii został wikariusz, ks. Józef Waligóra, który urząd ten pełnił sam, bez pomocy wikariusza, aż do 13 lutego 1897 r .
Ks. Waligóra ur. 1863 r. w Starym Sączu. Studiował teologię na UJ w latach (1886 – 1888). W r. 1888 przyjął święcenia kapłańskie. Jako wikariusz pracował w następujących parafiach: Rychwałd (1888 – 1890), Kościelcu (1980), Porębie – Żegoty (1890 – 1894) i Zawoi (1894 – 1896); administrator w Ruszczy (1896 – 1987) i Jeleśni (1987 – 1902); proboszcz w Komorowicach (1904 – 1913), gdzie zmarł 30 kwietnia 1913 r .
30 stycznia 1897 r. na wakujące probostwo w Ruszczy został skierowany przez księcia bpa Jana Puzynę, wezwany uprzednio do jego objęcia przez patronkę kościoła Zofię Popiel, ks. Jan Puchała, pleban w Pleszowie i wicedziekan dekanatu bolechowickiego. Ks. Puchała urodził się 15 sierpnia 1844 r.w Podłopieniu w parafii Tymbark. Wyświęcony na kapłana 25 lipca 1876 r. przez bpa Dunajewskiego. Pracował jako wikariusz w następujących parafiach: Rzezawa koło Bochni (1877), Mogilany (1877 – 1878), Oświęcim – Brzeszcze (1878 – 1879), następnie w 1893 został plebanem pleszowskim.
Przybył do Ruszczy 13 lutego 1897 r., bez żadnego powitania go ze strony parafian. Odtąd, aż do 15 sierpnia tegoż roku, sam – bez wikariusza – pełnił opiekę duszpasterską nad parafią. Ponadto był wizytatorem katechetycznym szkół w dekanacie bolechowickim . 25 sierpnia przybył do Ruszczy neoprezbiter ks. Wawrzyniec Smołka, lecz zaledwie po trzech tygodniach miał rozległy krwotok i z powodu choroby nie mógł spełniać swojej posługi, stąd też zaledwie po sześciu tygodniach pobytu biskup odwołał go z parafii. Chorowitego wikariusza zastąpił ks. Stanisław Kwiatkowski, kapłan diecezji kieleckiej. Okazał się on rzutkim duszpasterzem – w roku 1899, ze składek parafian, zbudował główne schody do kościoła i odnowił zakrystię . W 1898 r. do konsystorza skierowano prośbę o zatwierdzenie Stowarzyszenie Matek Chrześcijańskich . Niestety, działało ono krótko, do czasu I Wojny Światowej. Działało nadal Bractwo Różańca św., które w każdą niedzielę modliło się śpiewając różaniec. W roku 1848 zostało ono uposażone przez Kijaniów z Wyciąża paroma krowami .
W dniach od 14 do 25 sierpnia 1899 r. odbyły się w parafii misje św., które poprowadzili xx. redemptoryści. Do Komunii św. przystąpiło wówczas ok. 2,5 tys. osób. Większość parafian wyrzekła się picia wódki. Ożywiono działalność żywego różańca, który z siedmiu istniejących róż wzrósł aż do siedemdziesięciu, zaś do wiecznego różańca zapisało się przeszło stu członków . Niestety, w miesiąc po misjach przeniesiono ks. Kwiatkowskiego do innej parafii, gdyż władze duchowne postanowiły, że nie obsadzą stanowiska wikariusza dopóty, dopóki nie będzie dlań odpowiedniego mieszkania na plebani, która oprócz dwóch pokoi obok kuchni, nie nadawała się do zamieszkania z powodu wilgoci i grzybu. Z tego też powodu ks. Puchała, nie będąc w stanie sprostać wymogom remontu, musiał przejąć na swe barki cały ciężar pracy duszpasterskiej w parafii i nauczania w czterech szkołach. Jedynie w niedzielę i święta korzystał on z uprzejmości oo. cystersów mogilskich, którzy pomagali mu w sprawowaniu sakramentów – spowiedzi i Mszy św. Stan taki trwał aż do 25 sierpnia 1900 r. W r. 1901 ks. Puchała rozpoczął remont plebani, który sfinansował z własnych środków .
W r. 1902 po raz kolejny odbyły się w parafii Misje św., które prowadzili oo. Misjonarze z domu na Kleparzu. Połączone były one ze spowiedzią wielkanocną. Zdaniem proboszcza Puchały „wypadły nadspodziewanie dodatnio w swoich skutkach” . W tymże roku pleban podjął się remontu cmentarza; zbudowano murowaną kośtnicę i odnowiono parkan wokół nekropolii. W tych reperacjach wielce pomocni proboszczowi byli parafianie wraz z dziedziczką Zofią Popielową .
W 1909 r. ks. Puchała odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej. W tym czasie zastępował go wikariusz, ks. Alfons Bielerzin .
Przed I Wojną Światową na terenie parafii znajdowały się cztery szkoły powszechne, a mianowicie: dwie czteroklasowe w Branicach i w Dojazdowie, dwuklasowa w Wyciążu, i jednoklasowa w Ruszczy .

3. Rodzime powołania kapłańskie

Rok 1903 obfitował w różne uroczystości, które odbyły się w kościele rusieckim. 7 czerwca, w uroczystość Trójcy Przenajświętszej, swoją prymicyjną Mszę świętą celebrował o. Jan Rostworowski SJ, syn Jadwigi z Popielów Rostworowskiej, którą uświetnili swoją obecnością dwaj arcybiskupi – warszawski Wincenty Popiel i Szeptycki, krewny rodziny Popielów, oraz wielu innych duchownych, szczególnie współbraci prymicjanta z zakonu jezuitów. Zaznaczyć trzeba, że Jan Kanty Pius Rostworowski zapisał się na kartach historii jako wybitny kapłan. Urodził się 8 listopada 1876 r. w Górce Narodowej pod Krakowem. Został przedstawiony przez swego wuja, abpa Wincentego, papieżowi Leonowi XIII, który udzielił błogosławieństwa dla jego powołania do służby kapłańskiej w zakonie oo. jezuitów. Była ona wielce owocna. Przełożeni zakonni dostrzegli u o. Jana cechę tzw. zmysłu kościelnego, uzdalniającego go do pełnienia wielu odpowiedzialnych funkcji. W 1909 r. objął redakcję dwumiesięcznika „Sodalis Marianus”, w r. 1912 został rektorem kolegium oo. jezuitów w Starej Wsi, w r. 1913 rektorem kolegium, konwiktu i gimnazjum w Chyrowie (dzisiejsza Ukraina) – wielkiej i wspaniale wyposażonej szkoły o wszechstronnym programie nauczania, niewątpliwie jednej z najlepiej najlepszych szkół w ówczesnej Europie. W r. 1918 o. Rostworowski został dyrektorem wydawnictw jezuitów w Krakowie. W r. 1920 zorganizował drukarnię „Przeglądu powszechnego”, którego to pisma został redaktorem naczelnym w 1933 r. W tym czasie był również redaktorem pism „Sodalis Marianus”, „Posłaniec Serca Jezusowego”, „Wiara i życie”, „Głosy katolickie” i „Moderator”. O rozmach działalności wydawniczej krakowskich jezuitów świadczy fakt, iż w latach 1926 – 1936 opublikowali oni 670 pozycji książkowych, nie mając przy tym żadnych długów . W 1923 r. o. Rostworowski został mianowany wicepostulatorem procesu kanonizacyjnego bł. Andrzeja Boboli. Był on człowiekiem o wielkiej erudycji. W swych licznych publikacjach, oprócz tematów religijnych i historycznych, o. Jan poruszał również ważkie problemy społeczne i polityczne. W trudnym okresie międzywojennym potrafił on wspierać i inspirować działalność nowych, ożywczych dla Kościoła ruchów, takich jak Akcja Katolicka. Współdziałał on ze Sługą Bożym Stanisławem Starowieyskim, jednym z inicjatorów zaszczepienia Akcji na gruncie polskim . Był wielce cenionym kaznodzieją i rekolekcjonistą w środowiskach inteligencji, ziemian, a także duchownych i sióstr zakonnych, zarówno w kraju, jak i zagranicą. Ojciec Jan Rostworowski, duchowy syn św. Ignacego Loyoli, zmarł 13 stycznia 1963 r. w Warszawie .
11 czerwca, w uroczystość Bożego Ciała, świętowano w Ruszczy kolejne prymicje, które odprawił neoprezbiter diecezji tarnowskiej, ks. Stefan Bombicki. Towarzyszyło im wielkie i radosne „podniesienie ducha parafii tutejszej, spowodowane faktem, iż spośród jej grona od niepamiętnych czasów wychodzi kapłan”. W celebracji uczestniczyła wielka rzesza wiernych; za manuduktora usłużył prymicjantowi ks. Prałat Szwarc . Ks. Stefan Bombicki (Bąbicki) urodził się 9 sierpnia 1879 r. w Ruszczy. Był synem Andrzeja, kucharza. Studia teologiczne ukończył w Tarnowie i tu 6 czerwca przyjął święcenia kapłańskie z rąk bpa Waręgi. Pracował jako wikary w następujących parafiach: od 1903 w Górze Ropczyckiej, w 1905 w Padwi, w 1906 w Mikluszowicach koło Bochni, od 1907 do 1911 r. w Tymbarku i od 1913 w Dobrej. Był słabego zdrowia, dlatego też po objęciu wikariatu w Dobrej zaczął się leczyć. W r. 1916 odesłano go na urlop zdrowotny. Nie podjął już potem pracy duszpasterskiej. Zmarł „in domo amentium” w Kobierzynie pod Krakowem 14 lutego 1926 .
Trzecią ze wspomnianych uroczystości była wizytacja kanoniczna bpa Jana Puzyny. W tym miejscu urywa się zapis kronikarski ks. Puchały. Zapewne sędziwy wiek i związane z nim dolegliwości proboszcza, spowodowały jego rezygnację z jej prowadzenia. Nadejść miały ciężkie czasy I Wojny Światowej, które spowodowały, że parafia bardzo podupadła, zarówno w sferze materialnej, jak i moralnej.

4. Patronowie kościoła

A. Badeniowie
Badeniowie w początku XVIII w. przedstawiali się jako rodzina pochodzenia włoskiego, która w XVI w. osiadła w Rzeczpospolitej i otrzymała indygenaty, czyli uznanie cudzoziemskiego szlachectwa. Szczegółowy rodowód Badenich nie jest znany . Stanisław Badeni był najstarszym synem Sebastiana i Marianny z Ligockich. Miał on dwóch braci Marcina i Franciszka oraz dwie siostry Józefę i Zofię. W latach 70 –tych XVIII w. został sekretarzem gabinetu królewskiego, co było dlań znaczącą nobilitacją, jak również dawało mu możliwość wpływu na politykę państwa . Trzykrotnie był posłem na sejm z województwa krakowskiego (1780, 1782, 1784). Jego pozycję w Małopolsce umocniło małżeństwo z Katarzyną Stadnicką, córką burgrabiego zamku królewskiego Antoniego, w 1784 r. Od tego momentu Stanisław coraz częściej przebywał w Krakowskiem, a jego aktywność polityczna wyraźnie osłabła, także ze względów zdrowotnych. W latach 90 – tych praktycznie odsunął się od pracy w gabinecie i zajął gospodarowaniem w dzierżawionych od Izabeli Branickiej dobrach Ruszczy i Branicach, z korzyścią dla tychże. Awans społeczny Stanisława miał niewątpliwie znaczenie dla początków kariery jego brata Marcina .
Stanisław wybudował w Branicach nowy, klasycystyczny dwór. Jest to murowany, parterowy budynek na rzucie prostokąta, z portykiem kolumnowym od strony zajazdu i ryzalitem od strony ogrodu, nakryty wysokim czterospadowym dachem. Wnętrze zaprojektowano w układzie dwutraktowym, do naszych czasów zachowały się trzy klasycystyczne kominki. Całości założenia dopełniały dwie oficynki ustawione przed dworem oraz otaczający budynki park krajobrazowy .
Dzięki szczegółowej inwentaryzacji majątku przeprowadzonej z okazji sporządzania aktu dzierżawy, wiemy że w Ruszczy było 41 domów zamieszkanych przez 186 mieszkańców, dwór, plebania, karczma oraz drewniany szpital dla ubogich, w Branicach zaś 44 domy z 279 mieszkańcami, dwór, dwie karczmy i browar. Wyliczono również stan przysiółków – w Stryjowie były 42 chałupy z 244mieszkańcami, w Chałupkach 52 domy z 313 mieszkańcami, w Przylasku Rusieckim wraz z przyległą Kępą Rusiecką mieszkało 279 ludzi w 47 domach, zaś w Woli Rusieckiej w siedmiu chałupach żyło 40 chłopów .
Marcin Badeni herbu Bończa (ur. 1751, zm. 29 września 1824) był polskim mężem stanu okresu Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego. Piastował następujące stanowiska: senator, wojewoda (1819) i minister sprawiedliwości (1820), poseł Sejmu Czteroletniego i dyrektor kancelarii Stanisława Augusta Poniatowskiego. Grono osób, z którymi utrzymywał bliskie kontakty, to elita życia kulturalnego: Franciszek Karpiński, Kajetan Koźmian, Julian Ursyn Niemcewicz, Stanisław Staszic. „Ciągłe przebywanie z najznakomitszymi ludźmi kraju, tak szczęśliwe wyprowadziło skutki na polor i ogładę jego osoby, iż powszechnym zdaniem za najgrzeczniejszego pod szatą polską był miany, i w przysłowie narodowe obróciło się grzeczny jak Badeni co i Niemcewicz w pismach swoich powtórzył. Dowcip miał tak trafny, z taką zręcznością i delikatnością go używał, iż czy w publicznych, czy w prywatnych posiedzeniach, nieraz nim zabawił, rozśmieszył, a nigdy nikogo nie obraził” . Swoją działalnością w rodzinnych dobrach stał się symbolem gospodarności. Znane jest przysłowie: „Kto ma Bejsce, Podolany, może siadać między pany. Kto ma Bejsce, ma dobre miejsce”. Jego synem był Sebastian Badeni. W kaplicy w rodzinnych Bejscach znajduje się urna z jego sercem .
Marcin Badeni był właścicielem znacznych dóbr ziemskich, tj.: Bejc, Kołaczkowic i Dąbrowy koło Nowego Sącza. W r. 1801 nabył on od spadkobierców Izabeli Branickiej dobra rodowe Branickich, obejmujący Branice, Ruszczę i Grabie oraz kamienicę w Krakowie. Majątki te były mu dobrze znane, gdyż bywał w nich w czasie, gdy dzierżawił je Stanisław. Rok później, zapewne w związku z rozliczeniami spadkowymi po zmarłym bracie Franciszku, Marcin sprzedał bratu Branice i Grabie. Dobra Ruszcza, które Marcinowi pozostały po tych operacjach, zostały przezeń zakupione za 159 tys. zł polskich i składały się z trzech wsi (Ruszczy, Przylasku Rusieckiego i Mikluszowic) liczących około 500 mieszkańców . Przejmując majątek nowy dziedzic postanowił zmodyfikować folwark, zbudował nowy spichlerz oraz założył około 1815 r. browar, w którym zatrudniał fachowców – piwowarów. O jakości trunku wspominał Kazimierz Girtler: „branickie piwo pierwsze zajęło miejsce i tak go wiele używano, iż z wyrobem nadążyć nie można było. Zlane w butelki i przetrawione równego nie miało” .
Mieszkający w Branicach i ich przysiółkach chłopi korzystali z gospodarności Badeniego. W czasach Księstwa Warszawskiego zawarł on z gromadnikami umowę zamieniającą pańszczyznę na czynsz, jedynie z zastrzeżeniem pomocy w pracach na folwarku, za którą należało się dodatkowe wynagrodzenie, wypacane za pośrednictwem sołtysa. Wpłynęło to korzystnie na rozwój wsi i zamożność jej mieszkańców, co zanotował Girtler: „pod takimi panami już od dawnego czasu lud Branicki kosztując więcej swobody, przychodzi do dobrego bytu i zamożności” . Była to swego rodzaju rekompensata za niedole, jakich doznał tenże lud w wieku XVIII.
Po ojcu majętność branicką odziedziczył Michał, który według podań był człowiekiem powszechnie poważanym i gospodarnym. Zyskiwała na tym cała wieś, która wraz z przysiółkami na przełomie XIX i XX w. liczyła ponad tysiąc mieszkańców.
W 1851 r. ukończono kaplicę – grobowiec rodowy Badenich, który znajdował się na miejscu dzisiejszej zakrystii. Ks. Janutka prosił wówczas biskupa o pozwolenie na odprawianie w nim Mszy św .
Kolejnym właścicielem został Stanisław Badeni (1834 – 1910), który w 1887 r. uzyskał tytuł hrabiowski. Wraz z żoną, Cecylią (1848 – 1932), byli ostatnimi właścicielami Branic z rodu Badenich. Według wspomnień mieszkańców Branic, Stanisław prowadził hulaszczy tryb życia i wyprzedawał rodzinne dobra na pokrycie swoich długów .

B. Popielowie

medalion z elewacji pałacu Popielów, obecnie usytuowany na balkonie chóru w kościele w Ruszczy


W 1832 r. dziedzicem Ruszczy został Paweł Popiel (1807 – 1892), jeden z czołowych galicyjskich polityków konserwatywnych, współzałożyciel „Czasu”, renowator krakowskich zabytków. Dobra Ruszcza otrzymał w spadku po matce, Zofii z Badenich, zaś od ojca Konstantego otrzymał kamienicę w Krakowie na ul. św. Jana. Ponadto posiadał dobra Kurozwęki w Królestwie Polskim. W 1840 r. drewniany dwór i zabudowania folwarczne w Ruszczy strawił pożar. Dlatego też Popiel wraz z żoną Emilią z Sołtyków (1806 – 1891) musieli się przenieść do Kurozwęk . Popiel nie zerwał jednakże kontaktów z Krakowem – wręcz przeciwnie – prowadził tu aktywne życie. Wielce się zasłużył w restauracji Krakowie po wielkim pożarze roku 1850, m. in. odbudował zrujnowany kościół oo. dominikanów.
Po powstaniu styczniowym, około 1864 r., Popiel podjął budowę nowego dworu w Ruszczy w stylu neorenesansowym, wykorzystując sklepione piwnice poprzedniego budynku. Charakterystycznym elementem nowego dworu był frontowy ganek wsparty na żeliwnych kolumnach. W r. 1873 Paweł Popiel postanowił oddać swoje majątki w Królestwie synom, sam natomiast przeniósł się do Krakowa i Ruszczy. „W Ruszczy rozpocząłem nowe życie, nowe gospodarstwo, przeplatane spędzaniem zimy w Krakowie” . Na słynne wieczorach czwartkowych gromadziła się u Popielów – zarówno w ich domu w Ruszczy, jak i w Krakowie – elita krakowskich intelektualistów. Dyskutowano na tematy artystyczne, światopoglądowe, religijne i dotyczące troski o nasze miasto i jego zabytki. Popiel – wybitny konserwator – współdziałając z ks. Szwarcem, podjął się odnowy kościoła w Ruszczy.
W r. 1883 w Ruszczy miała miejsce ważna uroczystość – pięćdziesięciolecie ślubu Pawła Popiela i Emilii z Sołtyków. Przybyli na nią liczni duchowni, zarówno diecezjalni jak i zakonni, m. in. abp Albin kard. Dunajewski i bp Jan Janiszewski, sufragan poznański, św. Józef Sebastian Pelczar, ówczesny rektor UJ a późniejszy biskup przemyski, o. Henryk Jackowski, prowincjał oo. jezuitów, ojcowie z opactwa mogilskiego oraz wielu innych księży z Krakowa i okolic. Nieco później zjawił się w Ruszczy abp Wincenty, brat Pawła, wówczas już metropolita warszawski .
Paweł Popiel zmarł w 1892 r. w swoim domu na ul. św. Jana po długiej i ciężkiej chorobie i został pochowany w krypcie rodowej przy nawie bocznej kościoła w Ruszczy, gdzie spoczęła także jego żona. Opis jego pogrzebu, który tu zamieszczam, ukazał się w krakowskim „Czasie”.
Złożenie zwłok ś. p. Pawła Popiela w Ruszczy
Długi sznur 60 powozów i kilkunastu wozów podążył wczoraj od mogilskiej rogatki dobrze znaną drogą do Ruszczy, aby oddać ostatnią posługę temu, którego dom tak w mieście, jak na wsi, był prze lat tyle ogniskiem, gdzie wszystko, co Polska miała najlepszego, szukało pokrzepienia ducha, rozgrzania serca, rady, wskazówki, pociechy; a zagranicy zjeżdżali ci, co pragnęli poznać wzór obywatela i ziemianina polskiego.
Wzdłuż całej dwumilowej drogi gromady ludu wiejskiego stały po obu stronach gościńca, składając cześć zmarłemu i przypatrując się imponującemu pochodowi. W kościołach parafialnych wsi, przez które kondukt przechodził, uderzano w dzwony. Około 130 stanął orszak żałobny w Ruszczy. Do starożytnego kościoła, odrestaurowanego niegdyś z wielką miłością i znawstwem przez ś. p. Popiela, wniesiono zwłoki; pokropił je święconą wodą i odmówił nad niemi modlitwy proboszcz miejscowy, X. kanonik Szwarc. Wzięli mary na ramiona członkowie domu Popielów i spokrewnionych rodzin, aby je zanieść do grobu familijnego, położonego pod północną ścianą kościoła, w malowniczem otoczeniu lip wiekowych. Dokoła zgromadzili się parafianie Ruszczy i żałobni goście (...) rodziny Wodzickich, Sobańskich, Szeptyckich, Skrochowskich, Borowskich, Antoniewiczów, Łempickich, Orsettich, Korytków, sołtysów, Górskich itd. Z przedstawicieli władz byli także w Ruszczy p. delegat Laskowski, oraz prezydent miasta Krakowa Dr Szlachtowski.
Rzewnym prawdziwie był widok ogromnego zastępu włościan, których część już w Krakowie otaczała katafalk, a którzy teraz ze łzą w oku tłumnie cisnęli się do trumny, chcąc raz jeszcze pożegnać swojego dawnego opiekuna i dobroczyńcę. X. biskup Kuzyna w otoczeniu licznego duchowieństwa odmówił modlitwy pogrzebowe. Gdy odśpiewano ostatnie Salve Regina, stanął na podwyższeniu prof. Kazimierz Morawski i przemówił. (...)
Wśród rozrzewnienia ogólnego spuszczono zwłoki ś. p. Popiela do grobu, gdzie spoczęły obok niedawno tam pochowanej długoletniej towarzyszki życia i sędziwej starości zmarłego, ś. p. Emilii z Sołtyków Popielowej, obok zwłok zmarłego przed rokiem syna Marcina, X. Kazimierza, w sąsiedztwie bliższych i dalszych krewnych, a między nimi nieodżałowanej pamięci Józefa Badeniego i Józefa Popiela.
Po skończonym smutnym obrzędzie goście pogrzebowi podejmowani byli śniadaniem, zastawionym w 5 salach i pokojach dworu Rusieckiego, przez zgromadzoną w prawie w komplecie rodzinę Popielów. Brakowało wśród nich dwóch najstarszych z żyjących jej członków, mianowicie X. Arcybiskupa warszawskiego i Wacława Popiela, braci zmarłego, którzy z powodu choroby na pogrzeb zjechać nie mogli.
W przygnębieniu opuszczali wszyscy około godziny 3 –ej gościnne progi dworu w Ruszczy, z którym tyle łączy się pięknych wspomnień i tradycji i gdzie zagasło na zawsze ognisko, do niedawna jeszcze rozszerzające dokoła tyle ciepła i światła .
Po śmierci ojca Ruszczę odziedziczył Jan Popiel (1836 – 1911) oraz jego siostra Zofia (1846 – 1927), która jednocześnie została patronką kościoła. Jan on konserwatywnym politykiem, uczestnikiem powstania 1863 r., posłem na Sejm krajowy. Zofia natomiast aktywnie udzielała się w krakowskim życiu religijnym i społecznym.
Jan ożenił się z Jadwigą Dunin – Borkowską (1846 – 1917), a ich syn, Michał (1884 – 1955) po śmierci ojca był razem z ciotką, Zofią, właścicielem majątku. W tym czasie Ruszczę odwiedzało wielu krakowskich intelektualistów i artystów, m. in. dramaturg i publicysta, Karol Hubert Rostworowski, mąż siostry Michała, Róży, znakomity architekt Adolf Szyszko – Bohusz (1883 – 1948), który był autorem projektu nowej zakrystii przy kościele w Ruszczy .

5. Szkoła w Ruszczy

20 października 1888 r. bp Albin Dunajewski poświęcił w Ruszczy nowy budynek ochronki dla dzieci, którą ufundowała i podjęła się ją utrzymywać Zofia Popiel . Szkoła publiczna w Ruszczy mieściła się początkowo w budynku dawnej organistówki, który z czasem popadł w ruinę. Zofia Popielówna zakupiła grunt we wsi i kazała zbudować budynek ochronki, do którego sprowadziła siostry służebniczki, uczące do 1893 r. Było to rozwiązanie doraźne, gdyż placówka nie miała statusu szkoły ludowej i nie podlegała pod prawo. W 1893 r. Rada Szkolna Okręgowa zwróciła się do Zofii Popielówny z prośbą o sprowadzenie sióstr zajmujących się nauczaniem, a ta poprosiła o prowadzenie szkoły ss. Felicjanki, które nauczały w Ruszczy do 1902 r . Wówczas Rada Okręgowa mianowała Marię Majównę nauczycielką tymczasową, a następnie nauczycielką stałą szkoły w Ruszczy. W roku kolejnym Rada Szkolna Krajowa mianowała Bożenę Jankównę. Zofia Popielówna, jako szczególna patronka placówki, co roku organizowała wraz z nauczycielami występy uczniów, które uświetniały różne uroczystości, m. in. obchody imienin cesarza Franciszka Józefa (1830 – 1916), rocznic patriotycznych, czy zakończenia roku szkolnego. Jedna z najbardziej podniosłych uroczystości odbyła się w 1918 r., po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Niestety, jak zaznaczył kronikarz „nie brakło jednakże i tym razem niepowołanych jednostek, które starały się wzniecić niepokój i zamieszanie” . Z odświętnie przyozdobionej sali szkolnej wyruszały procesyjnie do kościoła dzieci, mające przyjąć pierwszą Komunię świętą. Trzeba pamiętać, że dziś już nie istniejąca szkoła, stanowiła macierz dla szkół w Wadowie i Wyciążu. Również na terenie Branic funkcjonowała szkoła ludowa.

6. Folklor regionu – obrazki z życia codziennego

Andrzej hr. Mycielski, syn Władysława, w swojej książce autobiograficznej „Chwile czasu minionego” w sposób trafny charakteryzuje specyfikę wsi podkrakowskiej przełomu XIX i XX w. Przedstawia on pokrótce cechy życia panów i chłopów, na które składały się wygląd, zwyczaje, mentalność i krewki temperament.
„Ziemia krakowska była częścią Księstwa Warszawskiego, a następnie Wolnego Miasta i dzięki temu my, jej mieszkańcy, byliśmy znacznie dłużej wolni od naszych prawobrzeżnych pobratymców. Dlatego zapewne takie słowa, jak „rabacja”, „kasata”, „józefinizm”, brzmiały u nas mniej groźnie niż w Galicji. Nam, jak wiadomo, patronował w niebie nie Michał zza Wisły (patron Cesarstwa Austriackiego – P. M.), ale św. Stanisław ze Skałki – i ustrzegł nas od wielu nieszczęść. Nasze losy płynęły odmiennymi torami.
Nic dziwnego, że w ciągu długich lat historii staliśmy się zewnętrznie odmienni, że oblicze naszej ziemi zyskało specyficzny koloryt, że mieliśmy tak bardzo własny folklor regionalny. W czasach mego dzieciństwa (pocz. XX w.) takie wsie, jak Łuczanowice, Ruszcza, Branice, Kościelniki, to był właśnie sam koncentrat tego folkloru. Nie dlatego tylko, że były drewniane i kryte strzechą – takie były wówczas wsie w całej Polsce – istotną rolę grał tu sam kolor chałup chłopskich, to, że ich ściany nie były białe, ale niebieskie, w tonacji jasnego błękitu. Ten błękit w oprawie złotych słoneczników i soczystej zieleni drzew, ten błękit w zestawieniu z szafirowym niebem był dla ówczesnych pejzażystów malarską rewelacją. Miał w sobie coś – jak mówili królujący wtedy impresjoniści – „kolorystycznie bajecznego”.
Ale owa bajeczność płynęła w drugiego jeszcze źródła. Mieniła się ona barwą tęczy w ówczesnym stroju chłopskim. Strój ów to nie ubiór szary i ubogi tak zwanych „górali”, przyjeżdżających tu na furach gontu zza Wisły, to szata bogata, a równocześnie, w tych jeszcze latach w pełni autentyczna, nie mająca nic, jak dziś, z ludowego wodewilu. Chłop np. w Boże Ciało szedł do kościoła w sukmanie i czapce z pawim piórem jak klasyczny kosynier kościuszkowski. W zwykłą niedzielę udawał się tam w kierezji granatowej ozdobionej szerokim pasem skórzanym, kunsztownie nieraz nabijanym. Wreszcie w dnie powszednie nosił on nie tandetę miejską jak łyczek z Krowodrzy, której się jeszcze wstydził, ale czarne spodnie, buty z cholewami, okrągły kapelusz słomkowy i czerwony lub niebieski kaftan sukienny ze złotymi guzikami.
Baby i dziewczęta były oczywiście jeszcze strojniejsze i miały nieraz istne skarby w swych komorach. Kroczyły dumnie przy święcie w brokatowych gorsetach, szumiały spódnicami i wstążkami w kwiaty, zdobiły szyje olbrzymimi, po prababkach jeszcze odziedziczonymi koralami.
Aby oglądać wszystkie te cudowności nie musiało się być koniecznie na weselu krakowskim z drużbami i piękną panną młodą, weselu dostatecznie zbanalizowanym na pocztówkach i oleodrukach – wystarczyło jechać w święto końmi do starego kościoła w Ruszczy i mijać po drodze nieprzerwanie płynącą barwną rzekę ludu, wystarczyło wziąć udział w jednej choćby uroczystej procesji.
Ale sukmana i rogatywka, kolędnicy z olbrzymią szopką, dowcipne przyśpiewki wigilijne i dożynkowe to tylko jedna strona opisywanej tu obyczajowości, formy zewnętrzne Krakowiaka z natury swej niezwykle hardego i butnego. Ta buta, połączona często z mściwą zawziętością, znajdowała swoje ujście w nie kończącej się zwadzie i bójkach. Każde wesele wiejskie w naszej okolicy miało pod tym względem klasyczny przebieg. Zaczynało się od kurtuazji iście wersalskiej. Zasiadało się do stołu z ceremonialną uprzejmością, młodzież z początku (jak to zawsze później przypominano) „bawiła się bardzo ładnie” – cóż, kiedy z sąsiedniej wsi po północy przychodzili wyrostkowie z kozikami i następował nieuchronnie krwawy finał.
Pamiętam, jakby to dziś było, „ostatni zajazd” – nie na Litwie wprawdzie – ale u nas, o dwie mile od Krakowa, zajazd obrażonych Łuczanowiczan na sąsiedni o miedzę, Wadów. Jechali drogą – widziałem to wówczas na własne oczy – wóz za wozem, potem – jak wieść głosiła – otoczyli chałupę winowajcy i podpalili ją, a kiedy jak lis z jamy wykurzony wybiegł z domu, rozwalili mu łeb kłonicami.
Ale owa buta (o której zanotowany przypadek okrucieństwa dobitnie świadczy) miała też swoją sympatyczną stronę. Chłop krakowski był na pewno mniej uniżony niż gdzie indziej. Z dziedzicem żył jak sąsiad z sąsiadem i nie czapkował mu poddańczo. Podczas gdy u babki mojej w Sanockiem (krainie właśnie „rabacji”) obejmowano panów za nogi i całowano ich w kolano, u nas czynili to tylko pamiętający pańszczyznę staruszkowie” . Podany opis nie oddaje jednak pełnego obrazu rzeczywistości czasu zaborów; to opis końca tego okresu. Istnieją dowody na to, że na naszych ziemiach chłopi również doznawali ucisku.
Wyżej wspomniany dzierżawca Dojazdowa – Władysław Wojasiewicz, polski patriota, uczestnik Powstania Krakowskiego, wcześniej prawdopodobnie działacz niepodległościowej konspiracji wśród okolicznych chłopów, uznawany był za człowieka surowego i bezwzględnego. Czytamy o tym w kronice osady Dojazdów autorstwa Jana Drewnowskiego:
„W tym czasie (lata 30 – te i 40 – te XIX w.) był w dworze pan Wojasiewicz. Był to człowiek srogi. Opowiadał dziadek, że gdy wyjechał na koniu z dwoma psami, to kogo spotkał na drodze bił gdzie popadło specjalnym nahajem z trzema rzemieniami. Kobiety, dzieci, nawet psy się chowały, gdy go widziały. Gdy w czasie żniw potrzebował ludzi do pracy w polu, to chodził od domu do domu i zalewał ogień, a kobiety wyganiał do żniw z sierpami. Gdy ktoś przewinił, wychodził z dworu na ganek i głośno po nazwisku wzywał do siebie. Gdy ktoś nie usłuchał, miał na tym ganku ławę, kazał się położyć i nahajem bił. Bity nieraz tak głośno krzyczał, że krzyk było słychać do Kocmyrzowa i Głębokiej. Gdy któryś chłopak dorósł, on sam nakazywał mu się żenić z Kaśką albo Maryśką i musiał. Pierwsza noc poślubna była jego. Takie było prawo” .
Choćby nawet przedstawiony opis był nieco przejaskrawiony, to wiele wskazuje na to, że prawdziwie ukazuje sytuację wsi podkrakowskiej w pierwszej połowie XIX w. Osłąwione krwawe wydarzenia rabacji ominęły nasze ziemie. Potwierdza to kronikarz Jan Drewnowski: „w okolicach Krakowa krwawych starć nie było, ale w innych miejscowościach chłopi rżnęli panów piłami” . J. S. Kozik uważa, że przyczyną tego było nie tyle pokojowe usposobienie chłopów, co obecność na tym terenie – po obu stronach granicy – silnych oddziałów wojsk rosyjskich. Pewną rolę odegrały także podjęte wcześniej działania Komisji Włościańskiej, które przynajmniej częściowo ograniczyły uciążliwości pańszczyzny . Ostatecznie pańszczyznę w Galicji będącej pod zaborem austriackim zniesiono 15 maja 1848 r. Na mocy rozporządzenia cesarza austriackiego chłopi otrzymali uprawianą przez siebie ziemię na własność bez konieczności płacenia odszkodowań. Był to przełomowy krok, dzięki któremu życie tutejszych chłopów stawało się coraz znośniejsze. Przytoczony opis A. Mycielskiego obrazuje kres procesu normalizacji stosunków między panami a chłopami.


: Reklama : Patronat : Autorzy : Copyright 2004 - 2009 © NHMZ : v3.3 :